October 18 2017 01:54:39
Navigation
O Arturku
Arturek urodził się 8 sierpnia 2002 r. roku jako zdrowy chłopczyk. Ważył 3600 g , mierzył 56 cm i otrzymał 10 punktów w skali Apgar. Radość nasza była ogromna , o trzy lata starsza siostrzyczka Agnieszka nie mogła się doczekać kiedy wrócimy do domu. Bardzo dużo nam pomagała przy swoim braciszku i tak pozostało.


Arturek rozwijał się prawidłowo. Był pogodnym , zawsze uśmiechniętym , mało płakał , dobrze sypiał , mało chorował , nie miewał kolek , długo był karmiony piersią. Zaczął chodzić przed swoimi pierwszymi urodzinami. Byliśmy tacy dumni i szczęśliwi. Jedyną rzeczą, która nas niepokoiła , to bardzo ubogie słownictwo naszego dziecka.

Wiedzieliśmy , że rozumie co do niego mówimy. Arturek z kolei jak coś chciał, aby mu dać pokazywał rączką. Przy pierwszej nadarzającej się okazji o swoich niepokojach poinformowałam naszą pediatrę prowadzącą , która stwierdziła , że chłopcy mogą później zaczynać mówić i nie należy się tym faktem denerwować.

Nasz niepokój został uśpiony na bardzo krótko. Nasz synek miał już prawie dwadzieścia miesięcy , gdy pewnego dnia obejrzałam w telewizji film o dzieciach autystycznych . Od tego momentu zaczeliśmy baczniej przyglądać się Arturkowi. On, podobnie jak tamte dzieci, nic nie mówił, potrafił godzinami skupiać się na jednej czynności, fascynowało go rozrywanie gazety na cienkie, długie paseczki, straciliśmy z nim kontakt wzrokowy, coraz słabiej reagował na polecenia, zabawki układał w jednym rządku i nikomu nie pozwalał tego zmienić. Pocieszałam się myślą, że jest coś, co różni Arturka od "tamtych" dzieci. Okazywał uczucia, uwielbiał i nadal uwielbia przytulać się, otrzymywać buziaczki. Porozmawialiśmy z pediatrą o wszystkim co nas niepokoi, jednakże ona wykluczyła autyzm. Nasza czujność ponownie została uśpiona na pewien okres. Teraz z perspektywy czasu wiemy, że lekarze bardzo mało wiedzą na temat autyzmu.

Niestety negatywnych zachowań Arturka było coraz więcej. Każda próba wyjścia z domu w innym niż zwykle kierunku kończyła się ogromnym protestem z jego strony. Krzyk, pisk, płacz, ale nigdy agresja. Miał ubranka, których za nic w świecie nie pozwolił sobie założyć, choć wcześniej je nosił. Ogromny wrzask, kiedy jadąc samochodem, zatrzymywaliśmy się na czerwonym świetle.

Pewnego dnia nasz synek, który wprost pochłaniał jedzenie, przestał zupełnie jeść, jakby ktoś rzucił na niego zaklęcie. Potrafił przez kilka dni zupełnie nic nie przyjmować do buzi oprócz picia. Później wyglądało to w ten sposób, że przy pomocy strzykawki podawaliśmy mu serek waniliowy lub zmiksowaną zupę. Właśnie wtedy zaczęliśmy wspólnie z mężem działać. Umówiliśmy się na konsultację neurologiczną, psychologiczną w poradni pedagogiczno-psychologicznej i nikt nie dał nam konkretnej odpowiedzi.

Mimo że nie otrzymaliśmy potwierdzenia, że to autyzm, nadal drążyliśmy ten temat. Prywatnie umówiliśmy się z superwizorką, która po 2-godzinnym spotkaniu i "badaniu" Arturka nie potwierdziła naszych przypuszczeń, ale pokierowała nas do poradni dla osób z autyzmem. Tam kolejne rozczarowanie - na wizytę musieliśmy czekać 3 miesiące.

Diagnozę otrzymaliśmy po drugiej wizycie. Co wtedy czuliśmy? W zasadzie w pewien sposób byliśmy na to przygotowani, że potwierdzą się nasze przypuszczenia, ale człowiek jest chyba taką istotą, która pomimo wszystko łudzi się, że może być inaczej. Kiedy w końcu ten fakt dotarł do nas, przyszedł czas na ogromny ból, złość, żal do całego świata, niekończące wyrzuty sumienia, co zrobiliśmy źle, co przeoczyliśmy, dlaczego musiało to spotkać akurat Arturka.

Opamiętanie przyszło bardzo szybko, wiedzieliśmy bowiem, że musimy zacząć działać, że bardzo ważną rolę odgrywa wcześnie podjęta terapia. Z całą zaistniałą sytuacją musieliśmy poradzić sobie sami. Oczywiście znaleźliśmy ogromne wsparcie i zrozumienie najbliższego otoczenia i w pracy. Jednakże z samym "problemem" pozostawaliśmy sami. To my na co dzień widzieliśmy "innego" Arturka, aniżeli był kiedyś. Szukając pomocy terapeuty, napotkaliśmy kolejne przeszkody.

Okazało się bowiem, że lista dzieci oczekujących na przyznanie terapeuty z ośrodka jest bardzo długa. Wiedzieliśmy, że czas gra na naszą niekorzyść, dlatego postanowiliśmy znaleźć go prywatnie. Poznaliśmy cudownego pana Adama, który dzięki codziennym 3-godzinnym spotkaniom zaczął "docierać" do naszego synka. Praca była żmudna i ciężka, Arturek często bardzo się buntował. Po roku zaczęliśmy dostrzegać ogromne zmiany w jego zachowaniu, zaczął wypowiadać pojedyncze wyrazy.

W naszym ciemnym tunelu spostrzegliśmy światełko. Dotarliśmy do Centrum Diagnozy i Terapii Zaburzeń Rozwojowych prowadzonego przez panią Monikę , które otoczyło Arturka fachową opieką terapeutyczną. Od 2005 roku zaczął uczęszczać do przedszkola, gdzie na 3 godziny dziennie ( codziennie ) przychodziła do niego terapeutka uczyć go przede wszystkim nawiązywania kontaktów społecznych. Mieliśmy ogromne wsparcie wśród pań przedszkolanek, nie był to łatwy okres ani dla nas ani dla nich, ale daliśmy wspólnie radę.

Największym problemem było jedzenie, ale na szczęście podczas jednego z turnusów rehabilitacyjnych na którym uczestniczyliśmy znalazła się w końcu osoba, która potrafiła "odczarować" naszego synka,. Po 3 latach skończyło się wpychanie jedzenia do buzi, kiedy Artur był zajęty czymś innym. Najczęściej była to gra na komputerze bądź oglądanie bajek. Jedzenie przyjmował tylko od nas, obiady dla niego nie istniały. Menu ściśle określone: kanapka z serkiem, kotlet, kiełbasa, serek, jogurt. Koszmar! Ale dzięki Bogu mamy ten straszny okres za sobą. Arturek po zakończeniu turnusu zaczął samodzielnie jeść, oby tak dalej?.


We wrześniu 2008 roku Arturek rozpoczął "zerówkę" , którą zakończył z bardzo dobrymi wynikami. Panie były nim oczarowane. Potrafi pięknie czytać, pisać wyrazy, ma fenomenalną pamięć, jest bardzo sprawny fizycznie, ale? są jeszcze braki w kontaktach z otoczeniem. Bardzo się wahaliśmy z podjęciem decyzji odnośnie wysłania synka do szkoły , do pierwszej klasy.
Pomimo wszystko postanowiliśmy nie blokować jego edukacji i spróbować dalszego kształcenia. Posłaliśmy Arturka do szkoły integracyjnej , w klasie jest jedynym dzieckiem z autyzmem. Ma cudowne panie i fajne koleżanki i kolegów. Bywa różnie, ale nie mamy żadnych wątpliwości co do słuszności podjęcia naszej decyzji. Pierwszą klasę skończył z wyróżnieniem. Jesteśmy tacy dumni !

Teraz uczęszcza do klasy drugiej. Widzimy ,że do szkoły chodzi z wielką radością i chęcią. Nadal ma prowadzoną codzienną terapię oprócz zajęć w szkole. Pomimo ciężkiej pracy nie zniechęca się , wprost przeciwnie jest bardzo chłonny wiedzy.

Nie tracimy wiary w naszego synka. Jest cudownym i kochanym dzieckiem. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że go mamy. Jego choroba pogłębiła więzi w naszej rodzinie. Wiemy, że czeka nas jeszcze niejeden problem związany z autyzmem, ale jesteśmy dobrej myśli. Wspieramy się wzajemnie i to najważniejsze. Nie ukrywamy, że przychodzą czasami chwile, kiedy ogarnia nas zwątpienie i przygnębienie, ale wystarczy, że spojrzymy na twarz ukochanego szkraba i nie żałujemy niczego. Trzeba iść dalej.

Jego nauka musi zaowocować w przyszłości. A my dla naszych dzieci zrobimy wszystko, bo to właśnie one są sensem naszego życia. Zatem nie załamujcie się, drodzy rodzice, kiedy usłyszycie, że wasze dziecko ma autyzm. To nie wyrok śmierci. To od Was w tym momencie dużo zależy. Powodzenia!





Przepraszamy, że tak długo nie pisaliśmy o naszym Arturku. Tak strasznie dużo się wydarzyło w naszym życiu .Czas biegnie nieubłagalnie , nawet człowiek się nie obejrzy a tu kolejny rok za nami.

Synek w dalszym ciągu robi ogromne postępy w swoim rozwoju co napawa nas wielką radością. Potrafi samodzielnie nawiązać rozmowę , skupić wzrok na osobie z którą ma kontakt, bawić się z innymi dziećmi a to w przypadku jego choroby jest naprawdę ogromnym osiągnięciem. W szkole jeżeli chodzi o edukację jest wprost genialny. Uwielbia język angielski , nie ma kłopotów z opanowaniem bieżącego materiału , czyta bardzo płynnie , jest asem z ortografii ( uwielbia poprawiać komuś błędy :), tabliczkę mnożenia do 100 ma w jednym paluszku.

Jak każdy z nas miewa różne dni . Są takie , że do odrobienia lekcji potrzebujemy naprawdę dużo czasu, gdyż za nic w świecie Arturek nie potrafi się skoncentrować. Wierci się , krzyczy, płacze, protestuje. Musi upłynąć dobra chwila i wszystko powraca na swoje właściwe tory. Czasami i nam brakuje cierpliwości jednakże wiemy , że złością i siłą niczego nie osiągniemy. Przez tych kilka lat pracy z synkiem my również wiele się nauczyliśmy, chociażby słuchać się nawzajem, pójść na ugody, kompromisy, nerwy trzymać na wodzy ( choć tatuś ma jeszcze z tym małe kłopoty :).

Kontakt ze starszą siostrą jest bardzo dobry, Arturek wiele razy powtarza , że kocha Agunię. Potrafią się razem bawić , choć synek ma problemy z zaakceptowaniem porażki np. w grze.

W maju Artuś przyjął Komunię Świętą. Przygotowań było dużo , ale daliśmy radę. W tym uroczystym dniu byliśmy i jesteśmy z niego tacy dumni, nie wyróżniał się spośród innych dzieci. Potrafił się pięknie zachować.

Edukację w klasie drugiej zakończył z wyróżnieniem , otrzymał dyplom wzorowego ucznia :. Od września rozpoczął naukę w klasie trzeciej. Nadal uczęszcza do swojej szkoły , ma swoje ulubione panie, swoich ulubionych kolegów i koleżanki. W dalszym ciągu pracuje bardzo dużo , oprócz zajęć w szkole ma codziennie terapię po dwie godziny, hipoterapię raz w tygodniu Widzimy , że czasami jest już bardzo zmęczony ale nie ma innego wyjścia , chcąc nauczyć Arturka jak najwięcej trzeba zacisnąć zęby i iść dalej naprzód póki jest naprawdę chłonny tej wiedzy.

Naszym marzeniem jest pojechać w tym roku na turnus rehabilitacyjny. Czy się to uda ? Zobaczymy , gdyż koszty są okropne. Miło było by poznać innych rodziców i ich dzieci , wymienić doświadczenia, poznać nowe metody w terapii autyzmu. Czas pokaże swoje...




Niestety nie udało się nam uczestniczyć w żadnym turnusie rehabilitacyjnym .Byliśmy na liście rezerwowej oczekujących na przyjęcie, ale widocznie zabrakło nam szczęścia. Trzeba przyznać, że w Polsce nie ma zbyt dużej oferty specjalistycznych turnusów rehabilitacyjnych typowo dla dzieci z autyzmem. Może w przyszłym roku będziemy mieli więcej szczęścia. Z doświadczenia wiem , że wraz z początkiem nowego roku należy obserwować propozycje turnusów . Godnym polecenia jest Tairon. Teraz pozostały nam indywidualne zajęcia z terapeutką i nasze mocne zaangażowanie w tę pracę.

Nawet się nie spostrzegliśmy a tu już wakacje za nami. Synek nie stwarza już tak dużo kłopotów podczas wspólnych wyjść, potrafi się zachować adekwatnie do sytuacji. Niestety w dalszym ciągu lubi powtarzać usłyszane gdzieś wcześniej teksty albo zadawać te same pytania. Dodatkowo Arturek zaczął wykonywać ruchy rączką tak jakby cały czas coś notował. Czasami gdy zapytamy co robi, złości się… Bardzo dobrze dogaduje się ze swoją starszą siostrą , potrafią się fajnie bawić ale i też kłócić , przekomarzać . Czuję się wtedy jakbym miała w domu dwoje zdrowych dzieciaków :)

Początek trzeciej klasy super. Arturek bardzo szybko wpadł w rytm szkoła , dom , terapia. Powiedział nawet , że bardzo stęsknił się za szkołą. Koledzy i koleżanki z klasy starają się być pomocne , gdyż wiedzą , że do wszystkiego trzeba Arturka zachęcać , pokazywać mu. Szkoda tylko, że on sam nie potrzebuje tego kontaktu z drugą osobą ( nie mam na myśli członków rodziny ), że nie potrzebuje wspólnych zabaw. Woli usiąść na ławeczce albo spacerować przy ścianie. Najważniejsze , że bardzo lubi chodzić do szkoły , czuje się tam bezpieczny, lubi się uczyć. Panie są cudowne ,od samego początku edukacji otoczyły go matczyną opieką.

Martwię się tylko ,że niedługo będziemy musieli je pożegnać , gdyż przed nami koniec etapu nauczania początkowego, rozpoczniemy czwartą klasę…

W dalszym ciągu kontynuujemy terapię po zajęciach szkolnych, potem powrót do domu, obiad , lekcje , trochę zabawy i dalsza część nauki. Raz w tygodniu zajęcia hipoterapii . Ostatnimi czasy pojawiły się problemy z obcinaniem paznokci przy stopach ( przy rączkach doszczętnie poobgryzane ) .Co dwa tygodnie po wieczornej kąpieli chyba pół osiedla słyszy wrzaski Arturka.

Mąż trzyma go na kolanach ,a ja odwrócona do niego tyłem mocno trzymając stopę i walcząc z jego wierzganiem spokojnie przystępuję do działania. Koszmar!!! Nie wiem dlaczego tak się dzieje, nigdy go nie skaleczyłam …a boi się przeokropnie. Zgłosiliśmy ten problem terapeutce więc mam nadzieję, że wkrótce znajdziemy jakiś złoty środek.

Super udało się nam zapisać synka na turnus !!! Rozmawialiśmy z nim o planowanym wyjeździe w czasie wakacji, że pojedziemy na południe Polski , gdzie przyjadą dzieci chore na autyzm. Możemy z nim o tym spokojnie rozmawiać, gdyż synek wie co to za choroba i w jaki sposób się objawia. Z jakimi zachowaniami należy na co dzień walczyć. Na ile jednak jest świadomy tych wiadomości nie wiem.

Zachowanie synka w zasadzie nie zmienia się jakoś diametralnie, stał się może tylko bardziej ciekawym życia człowieczkiem. W dalszym ciągu utrzymują się echolalie ,ale jakby w mniejszym stopniu. Śmieszne są nasze powroty do domu autobusami. Arturek wprost uwielbia jeździć środkami komunikacji miejskiej  Ma fotograficzną pamięć . Po jednorazowym przejechaniu trasy ze szkoły do domu ( a przystanków jest 9 ) zna już ich nazwy i wie, który jest na żądanie a który nie.

Kiedyś w czasie jazdy zapytał mnie : „Jak otwierają się drzwi ?” Nie bardzo wiedziałam co ma na myśli więc poprosiłam ,żeby mi wytłumaczył . On jednak od razu udzielił mi odpowiedzi „ Do środka , a w ….. na zewnątrz „ Od razu skojarzyłam Chodziło o to w którą stronę otwierają się drzwi. Nie myślałam, że Arturek zwraca uwagę na takie szczegóły. Sporo jeździłam i jeżdżę autobusami ale nigdy nie zwracałam na to uwagi.

Niestety musieliśmy zrezygnować z udziału w turnusie. Zycie pisze swój scenariusz i nie zawsze uwzględnia nasze plany i zamiary. Niespodziewanie bardzo poważnie zachorował jeden z dziadków Arturka i musieliśmy podjąć się jego opieki.



No i stało się koniec trzeciej klasy. Arturek wie , że od września czeka go zmiana nauczycieli , że będzie miał więcej przedmiotów . Pięknie pożegnał się ze swoimi paniami z którymi spędził trzy lata. My jako rodzice jesteśmy niezmiernie dumni z jego osiągnięć w szkole. Otrzymał dyplom wzorowego ucznia :)

Teraz czeka nas miesiąc wakacji bez terapii. Wyjeżdżamy do chorego dziadka … Arturek spędził z nim dużo czasu. Był to naprawdę ciężki okres w naszym życiu. Kiedy przegraliśmy walkę o jego życie Arturek choć przygnębiony potrafił wytłumaczyć sobie odejście dziadka. To on zamiast my jego pocieszał nas i mówił , że dziadek teraz siedzi na chmurce i patrzy na nas z góry. Może to i prawda.

Bardzo bałam się początku nowego roku szkolnego. Za nami pożegnanie z dziadkiem a w szkole czeka Arturka sporo zmian. Nowi nauczyciele, którzy zupełnie go nie znają ,większa liczba godzin lekcyjnych odbywających się w różnych pomieszczeniach ,inne otoczenie ,gdyż przechodzą teraz do innej części budynku szkoły, tam gdzie przebywają klasy 4-6. Jak dla mnie trochę za dużo. Jednak nie taki diabeł straszny jak go malują. Ku naszej ogromnej radości okazało się , że nauczycielka wspomagająca, która była z Arturkiem od pierwszej klasy będzie nadal go uczyć. Super. Synek szybko dostosował się do harmonogramu dnia. Nowi nauczyciele poznawali Arturka ,a Arturek nauczycieli.

Z żadnymi przedmiotami nie ma większych problemów. Bardzo lubi uczyć się przyrody i historii. Pana od historii od pierwszej lekcji obdarzył sympatią. Tylko my rodzice wiemy jak dużo poświęconego czasu i zaangażowania kosztują syna oceny w szkole. Arturek uczy się wszystkiego na pamięć i musi to być tak samo jak w podręczniku lub zeszycie. W momencie ,gdy coś zapomni gubi się . Nie potrafi danego słowa zastąpić innym. Potrzebuje więcej czasu na udzielenie odpowiedzi, czasami jakichś dodatkowych naprowadzających pytań. Najważniejsze , że pomimo tak ogromnego wysiłku Arturek nie zniechęca się. Staram się pomóc mu najbardziej jak tylko potrafię .

Robię mu dodatkowe notatki z podręcznika , żeby wychwycić tylko najistotniejsze wiadomości, sporo sprawdzianów takich jak w szkole , żeby nauczył się samodzielnej pracy, żeby potrafił się skupić.

Codziennie po lekcjach na terenie szkoły odbywają się dwie godziny terapii . Tak więc nauka Arturka trwa codziennie od godziny 8 do 15.30. Po przyjeździe do domu , po zjedzeniu obiadu i po odrobieniu lekcji nie pozostaje nam już zbyt dużo wolnego czasu. Staramy się jednak jakoś ten czas wspólnie z nim wykorzystać. Gramy w różne gry planszowe, staramy się angażować Arturka do rożnych prac domowych np. aby nakrył do stołu , zniósł naczynia ze stołu, żeby pomógł rozwiesić pranie…

W dalszym ciągu mamy kłopot z obcinaniem paznokci przy stopach. Nie potrafimy sobie z tym poradzić. W przyszłym roku ma przyjechać superwizor z Norwegii ( ten co odczarował nam synka z niejedzenia ) on z pewnością nam pomoże. Niestety zauważyliśmy zmiany w jego zachowaniu. Zgłosiliśmy to terapeutce jednak ona nie ma z Arturkiem takich kłopotów. Więc występują one tylko w naszym domowym otoczeniu. Tu bowiem wie, że jest u siebie i może sobie zwyczajnie w świecie na więcej pozwolić. Bardzo szybko się złości, przy tym zaczyna wymachiwać rękoma, krzyczeć, rzucać przedmiotami, dwukrotnie zdarzyło się , ze Arturek uderzył tatę pięścią w ramię.

W pierwszym momencie wystraszyłam się ,ale potem po przeanalizowaniu jego zachowania pomyślałam sobie ,że przecież on niczemu nie jest winien. Jest chory, zaczyna dojrzewać więc mamy mały kogel – mogel. Musimy nauczyć się jak z nim w danej chwili postępować , jak nie dopuścić do wystąpienia agresji.

Jesteśmy po pierwszej od 7 lat wizycie u dentysty. Jestem bardzo dumna z Arturka .Miał borowanego ząbka a ani razu nie jęknął. Był dzielny .Pani doktor przemiła, po kolei tłumaczyła mu co będzie robiła , oczywiście w przełożeniu na język dzieci. Super!!!


Koniec roku szkolnego. Był ogrom ciężkiej ale za to owocnej pracy. Arturek zakończył czwartą klasę wzorowo , świadectwo z czerwonym paskiem i tylko dwie czwórki :)

W ubiegłym tygodniu odwiedził nas superwizor z Norwegii. On jest chyba naprawdę jakimś czarodziejem.



Powiedzieliśmy jakie zachowania Arturka najbardziej nas niepokoją i z którymi najmniej sobie radzimy. Uzyskaliśmy od niego wiele drogocennych wskazówek. Synek bez problemu przyniósł z łazienki nożyczki ( obcinacza do paznokci boi się ) , zdjął ze stopy skarpetkę i bez najmniejszego problemu pozwolił obciąć paznokcie superwizorowi, terapeutce i mnie. Byłam przeogromnie zdumiona , przecież do tej pory ta czynność sprawiała nam wiele kłopotu , a Arturkowi strachu. Wiem , że muszę wydawać synkowi krótkie polecenia , nie dać wciągać się w rozmowę, stopę trzymać delikatnie a jednocześnie stanowczo, być odwróconą do niego tyłem, pochwalić dopiero na sam koniec zadania. Po prostu cud : ) Kolejnym problemem były napady złości, które przydarzały się nam podczas odrabiana lekcji w momencie pojawienia się trudniejszego zadania, bądź zadania , które było nowe a Arturek nie potrafił sobie z nim poradzić. Zaczynał wtedy krzyczeć , rzucać przedmiotami, próbował złamać ołówek , groził pięścią. Zdarzało się ,że potrafił mnie uderzyć w ramię. Teraz wiem , że najważniejsze jest aby po pierwsze nie dopuścić do złości, pozwolić być jemu samodzielnym w odrabianiu lekcji, w momencie napotkanych trudności wytłumaczyć najprostszym możliwym sposobem, a w chwili pojawienia się tej agresji wstać , wyjść z pokoju i pozwolić się jemu uspokoić. To naprawdę działa. Po napadzie takiej złości Arturek uspokaja się w około pięciu minut i grzecznie siada do biurka gotowy do kontynuowania zadania. Takie zachowanie nie jest częste , ale niestety czasami pojawia się . Kolejnym problemem było ( już nie jest !!!) nocne wędrowanie do naszego łóżka. Zdarzało się ,że spał z którymś z nas kiedy drugie wędrowało do jego pokoju . Chcieliśmy aby w ten sposób wszyscy byli wyspani do szkoły i pracy. Wiedziałam , że to żadne rozwiązanie i do niczego nie prowadzi. W weekendy starałam się Arturka odprowadzać do jego łóżka ,ale niestety bez efektów. Około 1-2 w nocy przychodził do naszej sypialni. Wystarczyło , że superwizor się o tym dowiedział, a synek jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki od pierwszej nocy po spotkaniu z nim śpi w swoim pokoju jak suseł : ) Warunkiem jest włączona lampeczka przez całą noc. Ten fakt jednak nie ma żadnego znaczenia. Czyż nie miałam racji twierdząc , że ten superwizor to czarodziej ? : )

Piąta klasa upływa nam spokojnie. Nauczyciele zdążyli poznać Arturka i wiedzą w jaki sposób „wyciągnąć z niego” zdobytą wiedzę. On jest naprawdę bardzo mądrym chłopakiem tylko należy do niego umiejętnie podejść. Materiału do opanowania jest coraz więcej i jest on coraz trudniejszy, ale dajemy radę. Czasami tylko mówi ,że to jest trudne. Potrafimy jednak znaleźć w każdym temacie jakąś rzecz ,która zainteresuje Arturka , a wtedy jest już zdecydowanie łatwiej. Problem jest z językiem polski. Synek bardzo dobrze radzi sobie z gramatyką i ortografią ,problemy zaczynają się w momencie kiedy ma coś opowiedzieć ustnie lub napisać wypracowanie . Pani od języka polskiego ,która jest jednocześnie jego wychowawczynią poświęca mu dużo uwagi, na zajęciach rewalidacji wspaniale wspólnie pracują . Terapeutka no i my również bardzo dużo nad tym pracujemy. Małe rezultaty są już widoczne .Jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego , że może to być jego „pięta achillesowa „ do końca życia. A któż z nas ich nie ma ? : )

Zbliżają się ferie zimowe. Szkoda tylko , że śniegu brak. Arturek niestety będzie pracował ( terapia ) ale i tak wolnego czasu będziemy mieć więcej. Zaplanowaliśmy już wspólne wyjście do kina na „Wędrówki z dinozaurami”.
Comments
No Comments have been Posted.
Post Comment
Please Login to Post a Comment.
Ratings
Rating is available to Members only.

Please login or register to vote.

No Ratings have been Posted.
Login
Username

Password



Not a member yet?
Click here to register.

Forgotten your password?
Request a new one here.